Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria: Improve My Skin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria: Improve My Skin. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2014

Jak walczę z pryszczem? - Improve my skin [4]

Witajcie!
Sposób, o którym dziś Wam opowiem nie jest żadnym odkryciem, pewnie wiele z Was go zna i sukcesywnie stosuje tym bardziej chętnie podyskutuję z Wami o wrażeniach ze stosowania tej taniej i banalnej w wykonaniu (a jednak skutecznej) maseczki aspirynowej.


Maseczka aspirynowa jest elementem mojej kuracji, który ma ułatwić gojenie się nieestetycznych plamek po trądziku na linii żuchwy. Dzięki niej jestem w stanie zapanować nad powstawaniem nowych stanów zapalnych, a tym samym zredukować ilość powstawania ewentualnych nowych przebarwień na skórze. 

Dlaczego aspiryna?
Aspiryna czyli po prostu...

jest pochodną kwasy salicylowego (BHA) np. tego stosowanego w trzech krokach Clinicque do cery tłustej. Z racji swojego łagodzącego stany zapalne działania świetnie nada się do uspokajania i zatrzymywania rozwoju stanów zapalnych także na skórze. 
Jaką aspirynę wybrać?
Najpopularniejsze na Polskim (i nie tylko) rynku farmaceutycznym są aspiryny Bayerowskie i są one dobrym rozwiązaniem. Poza kwasem acetylosalicylowym nie zawierają zbędnych wypełniaczy, konserwantów, cukrów, barwników dlatego moim zdaniem spisują się najlepiej. 



Sama maseczkę aspirynową wykorzystuję w dwóch opcjach - tej stosowanej na całą powierzchnię skóry, a także tej przeciwdziałającej pojedynczym zmianom zapalnym.

Ropne krostki pojawiają się u mnie tylko po prawej stronie twarzy, na wspomnianej wcześniej linii żuchwy, dlatego tam najczęściej stosuję aspirynę w celu przeciwdziałania powstawaniu wyprysków - (to znaczy kiedy?) - Kiedy czuję, że na tym obszarze pojawia się bardzo delikatna zmiana lub zaczerwienienie od razu przechodzę do działania i rozpuszczając jedną tabletkę aspiryny w kilku kroplach wody (filtrowanej wody przegotowanej lub destylowanej) nakładam ją w zagrożone miejsca. 
Najczęściej następnego dnia po planowanej krostce ani śladu, a początkowy problem pozostaje całkowicie złagodzony - boląca krostka w ogóle się nie pojawia.

Aspiryna pozostaje u mnie pomocna także w walce z ewentualnymi zaskórnikami w strefie T. 
W tym wypadku zamiast jednej tabletki stosuję ich 2 lub 3 (oficjalne przepisy mówią o 4 tabletkach, ale mnie dwie zupełnie wystarczają), tak samo dodaję do nich kilka kropel wody, jednak dodatkiem jest tutaj najczęściej jogurt naturalny - jedna łyżeczka na porcje - który ułatwia rozprowadzenie maseczki na twarzy za pomocą pędzelka. 

W przypadku obu sposobów maseczkę zmywam kolistymi ruchami, przy użyciu ciepłej wody, po upływie 10-15 minut. 

Dla kogo maseczka aspirynowa?
  • Dla osób z rozszerzonymi porami (zwęża pory) i tłustą skórą
  • Dla wszystkich z lekkimi (pojedynczymi) zmianami trądzikowymi - przy silnych zmianach ropnych grudki aspirynowe mogą przyczynić się do rozprzestrzeniania zmian, tak jak peelingi mechaniczne
  • W przeciwdziałaniu powstawaniu zaskórników
Nie polecałabym stosowania osobom o wybitnie wrażliwej skórze z cerą naczynkową, ponieważ tak jak w przypadku silnych zmian trądzikowych nawet lekki peeling mechaniczny może przyczynić się do nawarstwiania problemu. 

Co daje maseczka aspirynowa w moim przypadku?
  • delikatne rozjaśnienie 
  • załagodzenie
  • powstrzymanie tworzenia się stanów zapalnych
Wiem, że jest wiele opcji stosowania maseczki aspirynowej, ale te opisane przeze mnie najlepiej działają na moją skórę. Jestem więc bardzo ciekawa czy i Wy zaprzyjaźniłyście się z tym sposobem pozbywania się trądziku i zaskórników i w jakich opcjach lubicie ją stosować najbardziej!

Więcej:

piątek, 4 lipca 2014

Półtłuścioch bez gliceryny i parafiny za 10 zł - Improve my skin [4]

Wiem, że rozpoczynanie posta przed 19 to niezbyt dobry pomysł, ale musiałam zdążyć z nim przed końcem piątku z wpisem z serii IMS aby opowiedzieć Wam nareszcie o Dermosanie.

Jeśli śledzicie mnie na facebooku to pewnie słyszałyście o mojej ostatniej kosmetycznej zgubie - wraz z kosmetyczką pełną dobroci i szczotką z włosia zniknął także mój Dermosan, jednak niespełna miesiąc wystarczył abym mogła wyrobić sobie o nim zdanie i dzisiaj zdać Wam relację z jego stosowania. 

O dermosanie słów kilka

W założeniu to nawilżająco-regenerujący krem półtłusty do całodziennej pielęgnacji skóry. Z racji, że mamy lato ja ograniczyłam pielęgnację nim do nocnej warstewki, aby z samego rana móc cieszyć się gładką skórą na twarzy. Krem dostajemy w małym, podłużnym kartoniku, na którym producent dzieli się z nami standardowymi informacjami takimi jak skład, czy działanie produktu. Sam krem zamknięty jest w tubce z miękkiego plastiku, która myślę nie będzie stwarzała problemów przy ostatecznym wyciskaniu.
Ciekawostka: Dermosan to podobnież ulubiony krem Anji Rubik ;)
  • pH 5,5. 
  • Zawiera witaminy A i E odpowiadające za regenerację naskórka
  • Kosztuje około 10zł i jest łatwo dostępny (w większości aptek)


Skład

Water, 2-Oktyldecanol, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Octyl Methoxycinnamate, Sorbitan Stearate, Polysorbate 60, Benzyl Alcohol, Butyl Methoxydibenzoylmaethane, Parfum, Tocopheryl Actetate, Retinyl Palmitate, BHA, Citric Acid

Jak wcześniej Wam wspomniałam Dermosan w wersji półtłustej nie zawiera parafiny, czy też gliceryny i były to główne powody wypróbowania przeze mnie tego produktu. Wersja tłusta jest bardziej lepka właśnie przez obecność gliceryny - tutaj natomiast zaraz po wodzie mamy dwa emolienty. Nie sugerowałabym się dwoma filtrami dodanymi do kremu - Octyl Methoxycinnamate oraz Butyl Methoxydibenzoylmethane, głównie ze względu na to, że filtr 5 to jednak zbyt mało na dzień. 

Moje wrażenia

W pierwszym tygodniu stosowania co drugi dzień (w obawie przed zapychaniem) moja skóra chłonęła go jak sucha gąbka, a poranny efekt był naprawdę spektakularny. Skóra wyraźnie się rozjaśniła i napompowała jak dziecka (jeśli wiecie co mam nam myśli) :). Zniknęły całkowicie suche skórki przy nosie, z którymi mam problem. Efekt "wow" zmniejszył się nieco po regularnym stosowaniu przez dwa tygodnie - najwyraźniej nie było już co nawilżać ;)
Przez miesiąc stosowania bacznie obserwowałam zaskórniki w okolicach strefy T - nie odnotowałam jednak żadnych zmian na gorsze. 

Krem prawdopodobnie nie sprawdzi się pod makijaż u cer tłustych w stronę bardzo tłustych. Dla suchych skór takich jak moja powinien być idealny jesienią, nawet na dzień - rezygnuję wtedy ze stosowania wysokich filtrów, a i pogoda pozwala na stosowanie czegoś bardziej treściwego. 

Korzystałyście z Dermosanu? Podzielcie się opinią :)

Linki: [wizaż]

piątek, 4 kwietnia 2014

Zdzierak idealny - korund w roli głównej - Improve my skin [3]

Od czasu opublikowania postu o peelingu kawowym jest to jedno z najczęściej wpisywanych haseł doprowadzających Was do mojego bloga. Dziś będzie o kolejnym zdzieraku - tym razem w wersji mikro - czyli kolejny wpis z serii Improve my skin ;)


Czym jest korund szlachetny? 
Mówiąc z przymrużeniem oka bratem rubinu czerwonego i niebieskiego ;) Z chemicznego punktu widzenia jest to szlachetny minerał z grupy tlenów glinu, w formie mikrokryształów dodawany jest do lepszych kosmetyków peelingujących, gdzie występuje pod nazwami Aluminium Oxide albo Alumina. W gabinetach kosmetycznych stosuje się go do zabiegu mikrodermabrazji. 
Regularne stosowanie peelingów przy użyciu mikrokryształów sprzyja odnowie warstwy żywych komórek i zmniejszenie warstwy rogowej naskórka przez co skóra staje się gładsza, jaśniejsza, bardziej elastyczna. 


Od kiedy do mojej łazienki zawitał korund używałam do zdzierania niczego innego - nawet ukochanej kawy. Peeling stosuję raz w tygodniu omijając ewentualne zaczerwienienia. Uczucie po zastosowaniu aż takich mikrogranulek znacznie różni się od tego, który uzyskujemy dzięki wyżej wymienionej kawie czy gotowych peelingów. Korund pomógł mi w zmniejszaniu  prosaków (małe, białe grudki w okolicach oczu)

Stosowanie ziarenek korundu jest bardzo proste i co najważniejsze nie brudzi łazienki tak jak to dzieje się w przypadku zastosowania kawy - kto stosował ten wie co mam na myśli ;) 
Jak ja to robię? Wysypuję na zagłębienie w dłoni około pół grama korundu - potrzeba go naprawdę niewiele, wlewam na niego odrobinę żelu do mycia z wody szungitowej następnie delikatnymi ruchami wmasowuję w skórę, omijając oczywiście ewentualne zaczerwienienia. 
Po wykonaniu peelingu zmywam go letnią wodą i zawsze nakładam na twarz maskę lub krem (najczęściej krem regenerujący DLA) i staram się w tym dniu nie stosować toników na bazie alkoholu.
[produkt] ok. 6zł / 100g.

Jest to niezaprzeczalnie mój ostatni hit w pielęgnacji twarzy, więc nie mogłam Wam o tym nie powiedzieć ;)

Miłego weekendu :*
Inne wpisy z serii Improve My Skin:

piątek, 21 marca 2014

Bratek i mleko - maseczka oczyszczająco-łagodząca - Improve my skin [2]


O zbawiennym działaniu Fiołka Trójbarwnego i zaletach jego picia mówiła mi wielokrotnie mama jeszcze zanim tak naprawdę poznałam gorycz trądziku ;) Nie traktowałam wtedy tego poważnie, ale raz nawet spróbowałam napić się tego magicznego wywaru - fuj! Do wielu rzeczy się przekonałam, ale to ziele nie smakuje mi nad życie. Dzisiaj więc - nie o piciu a o ultra prostej, niewymagającej i porządnie łagodzącej maseczce ziołowej - bratek i mleko. 


Cała filozofia polega na tym aby w proporcji jeden do jeden zalać Ziele Fiołka Trójbarwnego gorącym mlekiem, odczekać aż ostygnie i gotowe (u mnie zazwyczaj jest to jedna łyżka na twarz i jedna łyżka dodatkowo jeśli nakładam maseczkę na dekolt). Taka mikstura oczywiście działa, ale nic by się nie stało gdybyście spróbowały zmielić ją blenderem - co polecam, bo komfort nanoszenia dużo większy :)
Dla osób z cerą tłustą polecam spróbować wersji albo z bardzo nietłustym mlekiem (0,5) albo nawet i wodą. 
Maseczkę zmywamy po około 15 minutach (u mnie mydło aleppo z czarnuszką), następnie smaruję twarz kremem regeneracyjnym DLA (na dzień). 
Maseczki z fiołka nie powinny stosować osoby posiadające problemy z pękającymi naczynkami. 

Działanie zewnętrzne fiołka trójbarwnego:
  • oczyszczanie
  • tonizowanie (napar z bratka sprawdzi się przy tonizowaniu skalpu)
  • zmniejszania porów
  • łagodzenie podrażnień
Działanie wewnętrzne fiołka trójbarwnego:
  • oczyszczanie ze szkodliwych produktów przemiany materii
  • moczopędne
  • odtruwające
Jeśli ktoś zdecydowałby się na przyjmowanie fiołka trójbarwnego wewnętrznie to pamiętajcie, że tak jak w przypadku innych kuracji oczyszczających w początkowej fazie picia naparu często występuje wysyp (oczywiście u jednych mniejszy, u innych większy lub wcale).
  • Dostępność: Apteki [doz.pl], ok. 2,30zł
Dajcie znać czy reflektujecie takie proste metody pielęgnacyjne? :) 

Linki:

czwartek, 13 marca 2014

Azjatycka piątka - porównanie azjatyckich kremów BB - Improve My Skin [1]


Azjatyckie kremy BB kusiły mnie od dawna, zawsze jednak obawiałam się dwóch rzeczy - złego doboru koloru i tym samym pieniędzy wrzuconych w błoto.   
Wyprowadzenie ze sklepów mojego ulubionego od kilku lat podkładu antybakteryjnego Soraya i co najmniej siedmiu zupełnie nie trafionych zakupów, które finalnie oddałam mamie, koleżankom, a w końcu dwie buteleczki mam jeszcze u siebie, doprowadziły mnie do momentu, w którym spróbować było jedynym wyjściem. 

Jakiego podkładu szukam?
Przede wszystkim lekkiego, jasnego lub wtapiającego się w jasną skórę, o naturalnym, bardziej ziemistym niż pomarańczowym kolorze. Jeśli chodzi o działanie to nie do zaakceptowania są u mnie podkłady sprzyjające tworzeniu zaskórników, podkreślające suche skórki, wysuszające i zasychające. Warunkiem idealnego podkładu jest także łatwa zmywalność podczas demakijażu, ale za razem brak zmywalności i przemieszczania się w ciągu dnia ;). 
Wygórowane wymagania? Antybakteryjna Soraya w najjaśniejszym odcieniu spełniała wszystko (za 12 zł).

Czego próbowałam przed azjatyckimi kremami BB?

  • O BB z Essence mam najmniej złą opinię ze wszystkich wypróbowanych. Mimo, że nie mam problemu z nadmiernym świeceniem on początkowo u mnie go powodował - przestałam więc stosować pod niego krem regenerujący - pomogło. Poza tym dość szybko zjeżdżał ze skóry w ciągu dnia i był zbyt ciemny. Tzn w minimalnej ilości na skórze jakoś się wtapiał i to go ratowało, normalnie - zbyt ciemny. Plusem jest fakt, że nie jest komodogenny i ma przyjemną konsystencję kremu. Posiada filtr SPF 30.
[wizaz][ok. 19zł/30ml]
  • Eveline Blemish Base BB Cream - krem kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami z wizażu (ma tam ocenę powyżej 4,1) - kolor jest w porządku, nakładanie także dość przyjemne, największą zbrodnią jaką popełnił było ważenie się na twarzy i rolowanie latem. Nie sprawdził się ani kiedy moja skóra była wolna od zaczerwienień ani wtedy gdy miałam z nią problemy. Po trzech takich razach oddałam koleżance, która także nie może zużyć go do końca ;) Posiada filtr SPF 15
[wizaz] [ok 15zł/40ml]
  • Kiedy już straciłam wiarę w tanie kosmetyki z półki poprzedniego ulubionego podkładu sięgnęłam po La Roche Posay - Hydreane BB. Kolor w wersji light bardzo mi się spodobał i naprawdę dobrze wyglądał na skórze zaraz po nałożeniu. Po kilku godzinach jednak stawał się bardzo pomarańczowy. Dlaczego jeszcze mi nie podpasował? Po niepełnych trzech tygodniach regularnego stosowania zauważyłam że przyczynił się do powstania zaskórników (ma w składzie shea) i tak się rozstaliśmy. Posiada filtr SPF 20.
[wizaz] [ok 50zł/40ml]
  • Antybakteryjny podkład AA - tego podkładu używałam przez antybakteryjną Sorayą i poleciła mi go Pani w aptece. Pomyślałam, że jeśli wcześniej się sprawdzał to być może i teraz będzie dobrze? Nie było. Podkład nieprzyjemnie zasycha na skórze, smuży, kolor nie ten. Całe szczęście, że nadal nie powoduje u mnie powstawania zaskórników, w połączeniu z kremem regenerującym DLA udało mi się przetrwać całą buteleczkę. 
[wizaz] [ok 15zł/40ml]
  • Rimmel Foundation - zupełnie jednorazowa (no może dwurazowa) przygoda, po której stwierdziłam że wszystkie podkłady długo utrzymujące się - nie są dla mnie. Przede wszystkim zatyka pory i po jego użyciu miałam wysyp. 
[wizaz] [ok 30zł/30ml]

Jakby tego było mało nie sprawdził się ani krem BB Soraya uzyskujący bardzo dobre oceny na wizażu [ten] ani słaby i dziwnie pachnący podkład Under twenty [ten]. Przestanie używania podkładu głównie ze względu na wyrównanie kolorytu skóry zupełnie nie wchodzi w grę ;)


Po ciężkich zmaganiach 

Wiecie, że suma summarum to przez rok nie używałam podkładu, który by mi pasował? Koszmar. W tym czasie skóra była w lepszym (szczególnie wiosną i latem) i gorszym stanie - nie sprawdzało się nic. W styczniu trafiłam na asianstore i zamówiłam pięć próbek azjatyckich kremów bb ;) Nie kierowałam się niczym - opiniami na wizażu, ceną. Podkłady miały być po prostu różne.

Zamówiłam trzy podkłady w słoiczku (2ml za 9zł) i dwa w tubce (5ml za 16zł, aktualnie w promocji 9,60zł). Łącznie stałam się posiadaczką 16 mililitrów azjatyckich kremów bb, które od razu sfotografowałam i całe szczęście. Słoiczki, a raczej ich pokrywki rozpadały się po dwóch odkręceniach - dosłownie. Gdybym powtarzała eksperyment zamówiłabym próbki w saszetkach ;)

Jeden słoiczek wystarczał mi na około 5-6 nałożeń co było w sam raz na wyrobienie sobie opinii i tęsknotę za niektórymi sztukami ;)


Czego próbowałam i ile to kosztuje?
  • Lioele Beyond the Solution BB Cream - [asianstore] 67zł (promocja 60,30zł), Mini tubka: 16zł (promocja 9,60zł)
  • Lioele Water Drop - [asianstore] 69zł, Minitubka: 16zł (promocja 9,60zł)
  • Skinfood Red Bean BB - [asianstore] 92zł, Słoiczek: 9zł
  • Skinfood Peach - [asianstore] 82zł, Słoiczek: 9zł
  • Skin 79 The Oriental Gold - [asianstore] 110zł, Słoiczek: 9zł
Cena jest główną wadą wszystkich azjatyckich kremów - najtańsze kształtują się od 50zł, najdroższe wystają ceną ponad 100zł. U mnie najdroższym kremem, który wypróbowałam był Skin79 - The Oriental Gold. Pełno wymiarowe opakowanie tego cuda kosztuje 110zł. 

Kolorystyka i ogólna ocena


Tak jak możecie zobaczyć na zdjęciu pod względem kolorów najlepiej dopasował się u mnie Skin 79 The Oriental Gold, niewiele gorzej wypada Skinfood Red Bean (również na twarzy). Najgorzej wypadły kolor Peach (po którym się tego spodziewałam) i różowy Lioele, który jest dla mnie za ciemny. 

Cecha/Produkt
Lioele różowy
Lioele niebieski
The Oriental Gold
Skinfood Peach
Red Bean
Cena

Do przejścia ;)
Do przejścia ;)
Stanowczo zbyt wysoka
Zbyt wysoka
Stanowczo zbyt wysoka
Krycie
♥♥
♥♥

Zbyt mocne
W porządku
Przyjemne, bez efektu maski
W porządku
Przyjemne, bez efektu maski
Kolor
♥♥
♥♥

Zbyt ciemny, w miarę się dopasowuje
W porządku, dobrze się dopasowuje
Idealnie dopasowany
Pomarańczowe tony
Idealnie dopasowany
Wykończenie
♥♥
♥♥
♥♥

Zbyt matowe
Naturalne
Naturalne
Naturalne
Naturalny w stronę matu
Suche skórki
♥♥

Znacznie nie podkreśla
Znacznie nie podkreśla
Znacznie nie podkreśla
Znacznie nie podkreśla
W ogóle nie podkreśla
Demakijaż

OK
Ok
Ok
Ok
Ok

* Wszystkie kremy BB chronią od UV, więcej poczytać możecie o nich na stronie sklepu asianstore, linki umieszczone są pod pierwszym zdjęciem 

Za całej piątki zachwyciły mnie Oriental Gold i Red Bean. Idealne dopasowanie koloru, brak podkreślenia skórek, brak wysuszenia i przyjemne, naturalne wykończenie to największe plusy tych kremów. Najgorzej moim zdaniem wypada Lioele Beyond The Solution, który jest trochę zbyt ciężki i matowy - nie lubię kiedy w takim stopniu widać podkład ;) Wersja niebieska trochę mnie zdziwiła, bo chociaż kolorem jest bardzo podobny do różowej siostry to dużo przyjemniej się rozprowadza i dobrze wygląda na skórze. Poza tym przy okazji nakładania wersji niebieskiej paluchami czuć faktycznie tą "kropelkę wody" ;) 

Podsumowując wszystkie kremy BB wypadły dużo lepiej od tych dostępnych w drogeriach. Po długich męczarniach wreszcie znalazłam podkłady naprawdę lekkie, ale w przyjemny sposób wyrównujące koloryt skóry i nie powodujące błyszczenia. 
W przypadku ciemniejszych odcieni skóry lub skóry problematycznej, gdzie dużo trzeba ukryć polecałabym spróbować różową lub niebieską wersję Lioele - mają one minimalnie silniejsze krycie od pozostałych trzech. 
Jeśli Wasza skóra jest brzoskwiniowa to wersja Peach Skinfooda będzie dla Was - u mnie wypada zbyt pomarańczowo mimo, że kolor jest jasny. 

PS. Po dzisiejszym wpisie doszłam do wniosku, że recenzowanie podkładów nie jest dla mnie, ale bardzo chciałam się podzielić z Wami swoimi wrażeniami ;)

Jeśli posiadacie u siebie recenzje któregoś z kremów BB możecie podlinkować go tutaj, chętnie dowiem się co Wy o nich myślicie :)

Inne wpisy dotyczące twarzy:



Nie zgadzam się na kopiowanie tekstów i zdjęć mojego autorstwa bez mojej zgody lub podania źródła.
Treści publikowane na moim blogu podlegają ochronie przez prawo autorskie. Przeglądając tą stronę akceptujesz korzystanie z plików cookie.